jueves, 6 de marzo de 2025

Warszawa w sercu

 Właśnie zamknąłem ostatnią stronę Łyżki i miecze, książki Jolanty Makowskiej, niedawno wydanej w Argentynie, i nie mogę powstrzymać fali nostalgii. Starannie opracowana przez Cristinę Balcarce w Buenos Aires, książka ta obejmuje prawie wiek historii rodzinnej. Jej lektura przenosi mnie natychmiast do tych długich rozmów z Jolą, między nieporadnie tłumaczonym polskim a hiszpańskim pełnym pauz i wahań, ale zawsze naładowanym ciepłem i znaczeniem. Napływają do mnie pytania, których nigdy nie zdążyłem zadać, detale, które pozostały zawieszone w powietrzu, bez odpowiedzi. Jola odeszła rok temu. Ale wtedy przypominam sobie: w zakamarkach mojego komputera wciąż przechowuję wywiad, który przeprowadziłem z nią w sierpniu 2020 roku i którego nigdy nie przetłumaczyłem. Dziś, w końcu, go odzyskuję.



Niewidzialny most: pamięć rodzinna Jolanty Makowskiej

W sercu Europy, pośród historycznych ulic Warszawy i magicznych krajobrazów Polski, żyła Jolanta Makowska – kobieta, która nosiła w sobie korzenie rodziny sięgającej obu stron Atlantyku. Jej historia to coś więcej niż drzewo genealogiczne; to żywe świadectwo więzi międzypokoleniowych, pamięci, która nigdy nie zanika, oraz tożsamości, która przekracza granice.


Więzy krwi i historii

Jolanta prowadzi nas przez niewidzialne nici, które łączą ją z Zofią i Anatolem Wachowiczami. „Mój dziadek Julian i drugi dziadek, Józef, byli braćmi, co sprawiło, że moi rodzice byli kuzynami. Więzi rodzinne rozciągają się przez pokolenia, splatając historie miłości, wojny i odporności."

Jej babcia, Helena, była siostrą Eugenii, prababci rozmówcy. Obie kobiety wyszły za mąż za dwóch braci Wachowiczów, tworząc sieć rodzinnych powiązań, która łączy przeszłość z teraźniejszością w nierozerwalnej więzi.

„Mój dziadek Julian i mój drugi dziadek, Józef, byli braćmi, co sprawiło, że moi rodzice byli kuzynami. Julian i Józef mieli innych braci: Władysława, który zginął w Katyniu, Bolesława i najmłodszego, Jana. Jan Wachowicz był ojcem Jana i Anatola Wachowiczów, twojego dziadka. Moi rodzice i Tolek byli kuzynami stryjecznymi, co sprawia, że jestem wnuczką stryjeczną Jana Wachowicza."

Jola mówiła o swoim rodowodzie z precyzją i płynnością, wyliczając pokolenia z naturalnością kogoś, kto żył i badał własną historię. „Moja babcia Helena, z domu Partyk, była starszą siostrą Eugenii, twojej prababci. Obie wyszły za dwóch braci Wachowiczów. Tak więc nasza rodzinna więź jest podwójna, spleciona zarówno przez historię, jak i przeznaczenie." W jej słowach rysowało się drzewo genealogiczne, które było czymś więcej niż tylko zbiorem imion – było żywym świadectwem rodziny naznaczonej czasem i historią Polski.


Pasja do pamięci i słowa

Jola miała niezwykły talent do opowiadania historii. To nie była tylko wiedza, to było zaangażowanie w pamięć. Studiowała socjologię i obroniła doktorat z pedagogiki, ale jej prawdziwym powołaniem było pisanie. „Zawsze lubiłam pisać i tak też robiłam – artykuły, książki popularnonaukowe i powieści." Jej twórczość jest świadectwem życia poświęconego ratowaniu tego, co nie powinno zostać zapomniane, narracją pełną wrażliwości wobec tego, co czas usiłuje zatrzeć.



Miejsca, które przechowują duszę

Jeśli było coś, co Jola kochała równie mocno jak historię, to geografia jej ojczyzny. „Uwielbiam Trakt Królewski w Warszawie, trasę od Starego Miasta do Belwederu. To najpiękniejsza część miasta.” Wspominała również z oddaniem Park Łazienkowski, „zielone płuca Warszawy pełne historii”, oraz Ogród Botaniczny w Powsinie, zwłaszcza wiosną, gdy kwitną magnolie i rododendrony. „To prawdziwa bajka."

Ale jej Polska to nie tylko Warszawa. „Kazimierz to renesansowa perełka, gdzie spędzałam wiele wakacji. Kiedyś było to ukochane miejsce malarzy i artystów. Dziś wygląda inaczej, ale nadal jest magiczne." Z entuzjazmem mówiła również o Klasztorze nad jeziorem Wigry, uliczkach Krakowa, zabytkowym Gdańsku, spokojnych Mazurach i rzece Dunajec, której wody opisywała jako „ruchomy film".


Duch Polski: przeszłość i przyszłość

Kiedy zapytałem ją, co definiuje polskość, odpowiedziała bez wahania: „Gościnność, szacunek do historii i kultury, pasja do muzyki i sztuki." Ale miała też wizję przyszłości. „Polska modernizuje się, rozwija technologię i naukę, integruje się z Europą, nie zapominając o swojej historii."


Przesłanie dla drugiego brzegu


Dziś, odzyskując ten wywiad, jej pożegnanie nabiera jeszcze większego znaczenia: „Nie traćcie więzi ze swoimi korzeniami. Nasza historia jest bogata i fascynująca. Jej znajomość pomaga zrozumieć, kim jesteśmy. Zachęcam was do odwiedzenia Polski, odkrywania jej krajobrazów, kultury, historii... i przekazywania tej pamięci kolejnym pokoleniom."

Jola już odeszła. Ale jej głos nadal żyje na każdej stronie, w każdej opowieści, w każdej pamięci, którą nam pozostawiła. I w tym niewidzialnym moście, który łączy czasy i miejsca, nadal się spotykamy.

miércoles, 12 de febrero de 2020

Dear Małgorzata:


Niedawno moja matka pojechała do Polski, aby poznać swoje korzenie i połączyć się z rodziną, która zdystansowała się od drugiej wojny światowej. Poprosiłem go, aby przyniósł mi dar kontaktu z ludźmi, z którymi można dzielić się kulturą.

Dzięki temu projektowi kulturalnemu blogowi o Argentynie chcę osiągnąć coś więcej niż tylko czat. Chcę zrobić międzykulturowy pomost, abyście mogli wyobrażać sobie podróż przez nasz piękny kraj na końcu świata, jak zdefiniowali Julio Verne i papież Franciszek.


Kiedy moja babcia Sofia przekroczyła morze, po drugiej stronie świata, przywiozła ze swoimi czwórką dzieci kawałek Polski, jego smaków i zapachów. Mam nadzieję wyobrazić sobie te ulice z wami, a także odkryć młodą i pełną życia nowoczesną Polskę, która tworzy przyszłość.


Powiedziałeś mi, że lubisz języki. Świat mojej babci i mojej matki był światem listów i tęsknotą za odpowiedziami, które podróżowały na papierze po całym świecie. Magia pisania do Ciebie i zrozumienie mnie dzięki Google sprawia, że ​​ta daleka rodzina łączy głęboki dialog.

Mówię to samo, gdy odkrywam ducha Joany, magię Janinii, sztukę Basi, naukę Karola, impuls Piotra, łaskę Mariana i siłę Jolanty. Piszę do was, za to, że jesteście najmłodsi, ale w was, za nich wszystkich i za Polaków, którzy dołączają do tej międzykulturowej opowieści o rodzinie z dwóch stron świata.

Mieszkam w Río Cuarto, śródziemnomorskim i pośrednim mieście, w prowincji Kordoba. Tutaj nauka i technologia uniwersytetu łączą się z rozległą produkcją rolną, będąc jednym z motorów ekonomicznych kraju. Ale jesteśmy 27 kuzynami w wielu prowincjach i mam nadzieję powiedzieć wam wszystko!