Niewidzialny most: pamięć rodzinna Jolanty Makowskiej
W sercu Europy, pośród historycznych ulic Warszawy i magicznych krajobrazów Polski, żyła Jolanta Makowska – kobieta, która nosiła w sobie korzenie rodziny sięgającej obu stron Atlantyku. Jej historia to coś więcej niż drzewo genealogiczne; to żywe świadectwo więzi międzypokoleniowych, pamięci, która nigdy nie zanika, oraz tożsamości, która przekracza granice.
Więzy krwi i historii
Jolanta prowadzi nas przez niewidzialne nici, które łączą ją z Zofią i Anatolem Wachowiczami. „Mój dziadek Julian i drugi dziadek, Józef, byli braćmi, co sprawiło, że moi rodzice byli kuzynami. Więzi rodzinne rozciągają się przez pokolenia, splatając historie miłości, wojny i odporności."
Jej babcia, Helena, była siostrą Eugenii, prababci rozmówcy. Obie kobiety wyszły za mąż za dwóch braci Wachowiczów, tworząc sieć rodzinnych powiązań, która łączy przeszłość z teraźniejszością w nierozerwalnej więzi.
„Mój dziadek Julian i mój drugi dziadek, Józef, byli braćmi, co sprawiło, że moi rodzice byli kuzynami. Julian i Józef mieli innych braci: Władysława, który zginął w Katyniu, Bolesława i najmłodszego, Jana. Jan Wachowicz był ojcem Jana i Anatola Wachowiczów, twojego dziadka. Moi rodzice i Tolek byli kuzynami stryjecznymi, co sprawia, że jestem wnuczką stryjeczną Jana Wachowicza."
Jola mówiła o swoim rodowodzie z precyzją i płynnością, wyliczając pokolenia z naturalnością kogoś, kto żył i badał własną historię. „Moja babcia Helena, z domu Partyk, była starszą siostrą Eugenii, twojej prababci. Obie wyszły za dwóch braci Wachowiczów. Tak więc nasza rodzinna więź jest podwójna, spleciona zarówno przez historię, jak i przeznaczenie." W jej słowach rysowało się drzewo genealogiczne, które było czymś więcej niż tylko zbiorem imion – było żywym świadectwem rodziny naznaczonej czasem i historią Polski.
Pasja do pamięci i słowa
Jola miała niezwykły talent do opowiadania historii. To nie była tylko wiedza, to było zaangażowanie w pamięć. Studiowała socjologię i obroniła doktorat z pedagogiki, ale jej prawdziwym powołaniem było pisanie. „Zawsze lubiłam pisać i tak też robiłam – artykuły, książki popularnonaukowe i powieści." Jej twórczość jest świadectwem życia poświęconego ratowaniu tego, co nie powinno zostać zapomniane, narracją pełną wrażliwości wobec tego, co czas usiłuje zatrzeć.
Miejsca, które przechowują duszę
Jeśli było coś, co Jola kochała równie mocno jak historię, to geografia jej ojczyzny. „Uwielbiam Trakt Królewski w Warszawie, trasę od Starego Miasta do Belwederu. To najpiękniejsza część miasta.” Wspominała również z oddaniem Park Łazienkowski, „zielone płuca Warszawy pełne historii”, oraz Ogród Botaniczny w Powsinie, zwłaszcza wiosną, gdy kwitną magnolie i rododendrony. „To prawdziwa bajka."
Ale jej Polska to nie tylko Warszawa. „Kazimierz to renesansowa perełka, gdzie spędzałam wiele wakacji. Kiedyś było to ukochane miejsce malarzy i artystów. Dziś wygląda inaczej, ale nadal jest magiczne." Z entuzjazmem mówiła również o Klasztorze nad jeziorem Wigry, uliczkach Krakowa, zabytkowym Gdańsku, spokojnych Mazurach i rzece Dunajec, której wody opisywała jako „ruchomy film".
Duch Polski: przeszłość i przyszłość
Kiedy zapytałem ją, co definiuje polskość, odpowiedziała bez wahania: „Gościnność, szacunek do historii i kultury, pasja do muzyki i sztuki." Ale miała też wizję przyszłości. „Polska modernizuje się, rozwija technologię i naukę, integruje się z Europą, nie zapominając o swojej historii."
Przesłanie dla drugiego brzegu
Dziś, odzyskując ten wywiad, jej pożegnanie nabiera jeszcze większego znaczenia: „Nie traćcie więzi ze swoimi korzeniami. Nasza historia jest bogata i fascynująca. Jej znajomość pomaga zrozumieć, kim jesteśmy. Zachęcam was do odwiedzenia Polski, odkrywania jej krajobrazów, kultury, historii... i przekazywania tej pamięci kolejnym pokoleniom."
Jola już odeszła. Ale jej głos nadal żyje na każdej stronie, w każdej opowieści, w każdej pamięci, którą nam pozostawiła. I w tym niewidzialnym moście, który łączy czasy i miejsca, nadal się spotykamy.


